niedziela, 6 maja 2012

To był maj


Czyli o tym, jak nie chcę wracać na uczelnię i do "ślunskiego" miasta.

Ten 9-dniowy weekend to zdecydowanie za mało.

1. Miałem nadrobić naukę - nic nie zrobiłem.
2. Miałem iść w końcu zmienić fryzurę - fryzjer nie znajduje się drzwi obok, a włosów coraz bardziej szkoda.
3. Miałem zrzucić parę kilo - śmiech na sali, jeszcze bardziej przytyłem.
4. Miałem zrobić porządne zakupy - nawet do galerii nie chciało się jechać.
5. Miałem odpocząć - chyba troszkę udało mi się (ale to i tak za mało!).

Dziś cały dzień męczę ludzi dookoła, jakie to niesprawiedliwe jest życie, że muszę studiować, a niektórzy dopiero zaczynają swoje długie wakacje życia. Przy okazji życzymy Duszkowi połamania pióra na kolejnych maturach.

A i jeszcze zaczynam wyczuwać sesję w powietrzu, czyli już niedługo kolejna panika, że nie zdam. Ale to w następnym odcinku.

Muszę znaleźć swoją torbę, którą gdzieś upchnąłem na strychu i spakować się. JAK MI SIĘ NIE CHCE.

Prawda, że Ryśka wygląda poważniej z czarnymi włosami i wygolonymi bokami? A na Battleship nadal nie poszedłem, bo każdy po przeczytaniu obsady wykręca się. Może ktoś chętny? Eric z TrueBlood też tam jest!

czwartek, 3 maja 2012

Dwa słowa, jedenaście liter, say it and you're set

Czyli wypowiedziałem zaklęcie.

Wczoraj, z samego rana (no dobra, wg normalnych ludzi, to z samego południa) spotkałem się z MrHouse. Głównie wysłuchać jego problemów z dziewczyną itd, itp. Jako, że jesteśmy już po kilku imprezach w tym weekendzie, poznaliśmy nowych ludzi (których, swoją drogą, coraz mniej mam ochotę poznawać), którzy zaczęli wypytywać się go, czy jestem z branży. Jako, że obaj wielbimy się w plotkach, to niedługo o wszystkim się dowiedziałem. Oczywiście, nieświadomy, dał odpowiednią odpowiedź.

Padło pytanie. "Ciekaw jestem, czy gdybyś był, to czy powiedziałbyś mi o tym? W końcu znamy się prawie 10 lat. Nieważne czy jesteś, czy nie - cenię Cię za charakter i zachowanie, to jaki jesteś w stosunku do mnie i innych." No, porządnie przysadził. Prawie bym pękł.

Jednak wczorajsze spotkanie miało swoją drugą część wieczorem. Dodatkowym wsparciem okazał się alkohol, więc rozmowa była luźniejsza. Plotka goni plotkę, problem problem, aż znowu docieramy do mnie. Tyle razy się na to zbierałem, a zaryzykuję i mówię.

Upłynęły kolejne godziny na łączeniu faktów i zachowań z orientacją, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Wracając do domu (o 1 w nocy nie jeżdżą u mnie autobusy, crap) obserwowałem bacznie otaczający mnie świat. Wnioski? Nic się nie stało, świat się nie zawalił, nie spadł olbrzymi meteoryt, niebo się nie rozwarło i nie trzaskały błyskawice. Zupełnie nic, oprócz tego, że czuję się lżej i mam nadal przyjaciela, z którym mogę porozmawiać o wszystkim.

Z muzyką nie odpuszczę. Powrót mięsa na salony scenę.

sobota, 7 kwietnia 2012

Rumours


Zamierzam się wyłamać, nie będę pisać o jutrzejszym święcie kościelnym. Nie będę się także powtarzać, że nie czuję tych obrzędów. No nic, zdarza się.

Przed chwilą wpieprzyłem kilka kawałków sernika, połowę pojemnika lodów waniliowych i kubek kawy z mlekiem. Obejrzałem kilka odcinków QaF, także już mniej niż 10 odcinków do końca. Co ja będę oglądał? Nic! Będę się uczył anatomii, o tak, mocne postanowienie, ktoś chętny na modela do nauki? Piszę sobie tego posta i słucham sobie płyty Adele (wreszcie! aż wstyd się przyznawać, że dopiero teraz), którą wczoraj sobie kupiłem. Co tam, że robi sobie właśnie przerwę w karierze.. to się nazywa wyczucie czasu. Zapomniałem wspomnieć, że od 2 dni nie robię nic innego jak biegam od jednego sklepu do drugiego, od większej galerii do mniejszej (i z powrotem). Szukam, przymierzam i narzekam (ewentualnie kupuję), że nie ma rozmiaru, że nie ma koloru, że w porządku, ale szału nie ma, itd. Nic dziwnego, że nikt nie chce już ze mną chodzić na zakupy. Poza tym, nadrabiam zaległości społeczne z przyjaciółmi (plotki też..). Powinienem nadrabiać zaległości w nauce, ale co tam, trzeba najpierw podleczyć zszarganą psychikę (pozdrawiam mojego ulubionego dr!). Polecam shopoterapię - niestety, dość kosztowna.

No dobra, czas na plotki, a właściwie fakty.

W zeszłym tygodniu doszło do spotkania z pewnym panem, który kiedyś napisał do mnie na blue portalu. Od samego początku był bardzo uprzejmy i czasem niepewny, więc zaciekawiło mnie to, gdyż ostatni ograniczali się do dwudziestu przyjemnych słów, po czym następowała wymiana zdjęć i... boom! Czar pryskał, a ja z ciekawością obserwowałem ich poczynania, jak urywają "znajomość". Jeden był świetny:
- Dziwne to zdjęcie.
- Wybacz, spodziewałeś się ciacha, a tu taka "niespodzianka", przykro mi..
- Nie przesadzaj. MASZ ŁADNĄ CERĘ.
Nie wiedziałem czy po upadku z krzesła po przeczytaniu tego, biec do łazienki i podziwiać tą boską cerę czy wybrać się najpierw do sklepu po peeling, by konserwować to, co mam najlepsze. Natomiast ten pan chciał tylko pisać, poznać mnie, pogadać o studiach (nawet pocieszyć!), a nie oceniać pod względem "ile brakuje mu do Rafaela Alencara". Aż w końcu nastąpiła wspólna kawa, pomijam problemy z rozpoznaniem siebie na mieście, po której ponownie napisał, ale jakoś trudno go rozgryźć. Napisał, bo jest bardzo uprzejmy, ale tak na prawdę chce jak najszybciej usunąć mój nr z komórki, czy jednak chce rozwinąć znajomość? Niby coś napisze od czasu do czasu, ale to ja nie mam czasu, albo na odwrót. Czekamy na kolejne odcinki "D jak deszczowy", pora emisji zmienna, oby tylko nie zdjęto z anteny.

Wracam do QaF. Mam ambitny plan skończenia tego serialu w te święta. Planuję także nie spaść się bardziej niż jest obecnie. Ach te plany, nigdy nie wychodzą.

Raz usłyszałem i zapadła w pamięć. Oby takich więcej.


PS Drake wypuścił wreszcie teledysk do Take Care. Polecam!